ah ah, jakaż pogarda straszliwa dla tradycji! ah ah!

Pogarda dla kolęd i opłatka

Umówmy się, żadna z osób opisanych w artykule nie twierdzi, że gardzi. Są zmęczeni tradycją, znudzeni albo im zwisa a przy tym mają fajniejsze rzeczy do roboty. I to, siurprajz, nie tylko ci wstrętni ateiści, na których skupiają się komentarze. Ja osobiście mam dwa powody, żeby być w Ragnarok z rodziną: 1)sos grzybowy 2)prezenty.
Na sam widok martwego karpia mnie mdli (ten mulisty smród), suszu nie tykam a jak jeszcze ras usłyszę Last Christmas to wyjdę na ulicę mordować ludzi. Nie miewam też przypływu miłości do świata i "tego szczególnego poczucia w tym wyjątkowym dniu". Pragnę również wyrazić swoją radość z faktu, że to białe gówno roztopiło się do reszty. Niech tak zostanie. Aha, dzisiejszy dzień jest dłuższy od najkrótszego w roku o jakieś dwie minuty i to jest najważniejsze w całym tym cyrku dookoła 24 grudnia.

Sol Invictus!

Obżarstwo i ogólne rozpasanie... byłoby możliwe


No bo ja nie umiem jeść w pośpiechu. To w robocie nie jem prawie wcale, bo co to jest 15 minut na zjedzenie posiłku, hę? To jest nic. 15 minut to ja przeznaczam na samą medytację nad talerzem. Więc jem w łikendy. Na przykład dzisiaj. Się rozkoszuję, celebruję, pożeram (jakimś cudem nawet jest co pożerać) i rozmyślam. Że pewnie gdyby nie gdyby, to mogłabym czas między posiłkami poświęcić na jakieś inne aktywności, jakieś bzykanko czy coś. Ale... trzeba byłoby w tym celu się ubrać, wyjść na tę cholerną zimę, dojechać, się rozebrać, wykonać aktywność fizyczną, się ubrać ponownie, wyjść na tę cholerną zimę, wrócić, się rozebrać... O bogowie, tyle komplikacji dla małego bzykanka? To siedzę w domu i jem. I tak będzie do wiosny. Leniwce tak mają.

zima skrzypi w powietrzu

Głodna jestem i chciwa i tylko bym brała, brała, brała...


Czy ja już w tym roku mówiłam, że nienawidzę zimy?


Zimo, Wypierdalaj!