Umówmy się, żadna z osób opisanych w artykule nie twierdzi, że gardzi. Są zmęczeni tradycją, znudzeni albo im zwisa a przy tym mają fajniejsze rzeczy do roboty. I to, siurprajz, nie tylko ci wstrętni ateiści, na których skupiają się komentarze. Ja osobiście mam dwa powody, żeby być w Ragnarok z rodziną: 1)sos grzybowy 2)prezenty.
Na sam widok martwego karpia mnie mdli (ten mulisty smród), suszu nie tykam a jak jeszcze ras usłyszę Last Christmas to wyjdę na ulicę mordować ludzi. Nie miewam też przypływu miłości do świata i "tego szczególnego poczucia w tym wyjątkowym dniu". Pragnę również wyrazić swoją radość z faktu, że to białe gówno roztopiło się do reszty. Niech tak zostanie. Aha, dzisiejszy dzień jest dłuższy od najkrótszego w roku o jakieś dwie minuty i to jest najważniejsze w całym tym cyrku dookoła 24 grudnia.
Sol Invictus!